WASZE HISTORIE

Poznaj historie kobiet, którym udało uwolnić się od przemocy

Historia Anny

Urodziłam się i wychowałam w Polsce. Do Belgii przyjechałam jako młoda dziewczyna. Mojego męża poznałam w kafejce, gdzie pracowały moje koleżanki, które czasami odwiedzałam. Nasza znajomość zaczęła się bardzo szybko i spontanicznie. Traktował mnie jak księżniczkę: był opiekuńczy, dobry, kochany. Dużo czasu spędzaliśmy razem. Miałam poczucie, że znamy się od zawsze. Wydawał się bardzo szarmancki, szlachetny, inteligentny. Szybko zamieszkaliśmy razem. Wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszą kobietą świata. I tak sobie żyliśmy między pracą a wyjazdami.

Swoje zachowania narcystyczno-manipulacyjne ukrywał bardzo sprytnie, między byciem „złym”, agresywnym a za chwilę bardzo cudownym mężczyzną, co rekompensowało poprzednie zachowania i sprawiało, że przymykałam oczy. Umiał mnie tak podejść; że zgadzałam się na wszystko. Stałam się mu poddana. Robiłam wszystko, czego chciał pomimo tego, że nie było to zgodne z moimi oczekiwaniami. Oślepiona jego miłością zgodziłam się na ślub. Mieliśmy jeden ślub, który odbył się w Brukseli i na którym była jego rodzina, a drugi w Polsce dla mojej rodziny. Nigdy nie chciałam wychodzić za mąż ! Do dziś nie wiem, jak on to zrobił, że mnie przekonał !

Wychodząc z kościoła, usłyszałam: „ teraz jesteś moja”. W tamtym momencie nie rozumiałam tych słów, ale szybko przekonałam się, co one znaczyły.

Po ślubie: chorobliwa zazdrość o wszystko i wszystkich, poniżanie, wyzywanie… Miałam być posłuszna wobec niego i jego rodziny, nie mogłam nic powiedzieć, nie pozwalał mi na kontakty z moją rodziną. Nie chciał, żebym chodziła na kursy językowe, żebym tylko nie stała się niezależna. Deptał mnie psychicznie i robił mi pranie mózgu. Wmawiał rzeczy, które niby rzekomo zrobiłam, a które nie były prawdą. Oszukiwał, za wszystko mnie obwiniał, no i zdradzał. Codziennie miałam wrażenie, że gasnę, że nie wiem, kim jestem, jak się nazywam, co naprawdę lubię. Do tego dochodziło zastraszanie, że jeśli nie będę posłuszna, to coś mi zrobi, albo zabije. Żyłam w chronicznym strachu, drżąc przed tym, co będzie, jak wróci do domu albo jeśli powiem lub zachowam się w nieodpowiedni dla niego sposób. Odciął mnie od wszystkich, których znałam i lubiłam. Miałam być tylko dla niego. Mijały lata, a ja gasłam. Kiedy moje ciało nagromadziło mnóstwo negatywnych emocji, pękło. Myślałam, że umieram. Schudłam do 38 kg, a ból był tak wielki, że myślałam, że zwariuję.

Po dwóch tygodniach w szpitalu, gdzie robili mi wszystkie badania, okazało się, że są to bóle somatyczne. Lekarze zaproponowali rozmowę z psychologiem, ale on zabronił. Po roku zaszłam w ciążę, która miała ratować stan mojego zdrowia, ponieważ byłam po operacji szyjki macicy. Na koniec naszego małżeństwa urodził się nasz syn!

On zaczął obiecywać, że się zmieni, ale to jak zawsze były tylko słowa. Nie dawałam sobie rady ze sobą, miałam myśli samobójcze. Byłam upokarzana przez niego, obwiniana, że jestem złą matką, że jestem do niczego, że nic nie jestem warta. Chodziłam jak cień, smutna, przygnębiona, zapłakana. Pewnego dnia po jakiejś awanturze, siedząc i płacząc stwierdziłam, że nie chcę tak żyć. Że nie pozwolę, aby moje dziecko patrzyło na matkę w takim stanie. Na matkę, która nie może zajmować się normalnie dzieckiem.

Wtedy postanowiłam odejść. Strasznie bałam się męża. Nie wiedziałam co mam zrobić.

Podczas jego nieobecności zaczęłam dzwonić pod numer telefonu zaufania „Ecoute violences conjugales”. To oni mi powiedzieli, jakie są możliwości. Chciałam się do tego przygotować, ale nie miałam czasu. Jednego wieczoru, kiedy wrócił do domu, nie wytrzymałam psychicznie: padłam przed nim na kolana i błagałam, żeby pozwolił mi odejść. Wtedy wpadł w taką furię, że mnie pobił. A przecież ja kiedyś przysięgłam sobie, że żaden mężczyzna nie podniesie na mnie ręki !

Przestał mnie bić tylko dlatego, że syn tak płakał, że nie mógł oddychać. Mąż powiedział mi wtedy, że gdyby nie dziecko, to by mnie zabił. Przy pierwszej lepszej okazji wyszłam z domu do sąsiadki. Nie miałam gdzie pójść.

Szybko przekonałam się, że zablokował mi karty bankowe, a ostatecznie zzerował dwa konta, które były wspólne. Zostałam z 11 miesięcznym dzieckiem dosłownie na „ulicy”, bez niczego. On w tym czasie zmienił zamki w drzwiach, żebym nie mogła wejść po swoje rzeczy. Zaczęłam dzwonić po ośrodkach dla kobiet, szukając miejsca, gdzie mogłabym się zatrzymać. Po długich 10 dniach trafiłam do ośrodka dla kobiet po przemocy, gdzie zostałam zaopiekowana przez pielęgniarkę, psychologa oraz urzędników, którzy mi pomogli w załatwianiu spraw administracyjnych.

Po trzech tygodniach musiałam zmienić ośrodek i trafiłam do Domu Samotnej Matki, gdzie przebywałam rok i cztery miesiące. Było to miejsce, gdzie mogłam delikatnie stanąć na nogi, ponieważ tak naprawdę, to byłam wrakiem człowieka.

Założyłam sprawę o separację a potem o rozwód. Mąż gnębił mnie nadal. Przekonywał, żebym wróciła pod przykrywką, że odda mi oba konta i przepisze na mnie dom. Ja z mojej strony robiłam wszystko, aby ograniczyć z nim kontakt, bo bałam się, że przekona mnie i wrócę do tego „piekła”. Wiedziałam, że na tym polega jego taktyka: najpierw po dobroci, a jeśli to nie skutkowało, to wtedy były nękania, zastraszanie, szantaże, groźby. W Domu Samotnej Matki czułam się pewniej i bezpieczniej. Wiedziałam, że zawsze mi pomogą. Założyłam też jakby niebieską kartę. Przez cały czas pobytu tam miałam intensywną terapię u psychologa i wreszcie zaczęłam wychodzić do ludzi. Uczyłam się nowych rzeczy: jak podejmować decyzje, jak płacić rachunki, jak żyć.

Po 16 miesiącach pobytu tam mogłam wynająć własne mieszkanie, które stało się moim azylem. Bałam się przeprowadzki na swoje, ale wiedziałam, że czas rozwinąć skrzydła i stanąć samodzielnie na nogi.

Minęło 10 lat, jak odeszłam od męża, i wiem że była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Jestem teraz szczęśliwą. Przeszłam długą i wyboistą drogę, ale wiem, że warto było stać za sobą.

Teraz widzę, że w chwili, kiedy zapadła decyzja o odejściu, wszechświat zaczął mi pomagać. Byłam bez pieniędzy, domu, rodziny, ale znalazły się osoby, które mi pomogły. Dziś mogę śmiało podziękować sobie za wytrwałość i odwagę, oraz tym ludziom w Belgii za udzieloną mi pomoc, kiedy jej potrzebowałam w tak dramatycznej sytuacji. Miałam wokół siebie ludzi, którzy pomagali mi stanąć na nogi, zarówno fizycznie, jak i psychicznie i finansowo.

To co opisałam, nie odda wszystkich szczegółów (było ich tak dużo !) ani emocji, ale chciałam tym w ten sposób powiedzieć wam wszystkim, jeśli jesteście w podobnej sytuacji, ratujcie się !
Można żyć inaczej. Można żyć bez przemocy, cierpienia i lęku.

To piszę ja, teraz wolna i szczęśliwa osoba.

Kasiu, powiedz parę słów o sobie.

Jestem psycholożką, coachką i od 20 lat pracuję w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi. Dbam o dobrostan pracowników, aby mogli rozwijać swoje kompetencje, jednocześnie realizując swój potencjał. Prywatnie jestem szczęśliwą mamą dwojga dzieci (i psa). Przeżyłam, dosłownie, związek z osobą z narcystycznym zaburzeniem osobowości i właśnie tym doświadczeniem chciałabym się podzielić.

Zaskakujące jest, że jako psycholożka związałaś się z narcyzem. Czy można się uchronić przed takimi osobami? Czy są jakieś sygnały na początku związku, których nie należy ignorować?

Sama do dzisiaj nie mogę się nadziwić, a nawet wybaczyć sobie, że związałam się z osobą toksyczną, która skradła (na szczęście tymczasowo) moją duszę, jakąkolwiek pewność siebie czy moją własną tożsamość. Teraz, z perspektywy czasu, widzę pewne czerwone lampki, które się zapalały, ale na tamtym etapie tłumaczyłam te zachowania jego stresem i trudnym charakterem.

Jestem psycholożką z wykształcenia, pracuję, wspierając ludzi, i to jest moja pasja oraz misja życiowa. Właśnie to mnie zgubiło: empatia, idealizm, wiara w innych ludzi, w to, że mają potencjał i mogą się rozwijać. Myślałam, że mogę mu pomóc, niestety nie byłam świadoma tego, że nie jest to „trudny charakter”, ale zaburzenie osobowości.

Na studiach się o tym nie uczyliśmy, co mnie nie dziwi, bo jest to przemoc emocjonalna i psychiczna w białych rękawiczkach. Niszczy człowieka, ale trudno jest wytłumaczyć i opisać, jak to się dzieje. Jeśli ktoś tego nie przeżył, nie jest w stanie w pełni tego zrozumieć. Tego nie można się nauczyć z książek.

Znaczący wpływ z pewnością miało też moje wychowanie. Urodziłam się w latach 80. w Polsce, a wówczas panowało podejście, aby wyrosnąć na „grzeczną dziewczynkę”. Nie byłyśmy nauczone asertywności, stawiania granic, lecz musiałyśmy się zawsze dostosowywać, zadowalać wszystkich, poświęcać życie dla rodziny – jak na prawdziwą Matkę Polkę przystało. To mnie też trochę zgubiło… plus niskie poczucie własnej wartości.

Teraz jesteś szczęśliwą kobietą w nowym związku. Jakie kroki przedsięwzięłaś, aby znaleźć się w miejscu, w którym teraz jesteś? Kto ci pomógł?

Trzech psychologów, prawniczka, policja, bioenergoterapeuta, lekarz rodzinny, przyjaciółka. Ale przede wszystkim kobiety, które już przez to przeszły, a więc grupa wsparcia ze strony obcych osób, które rozumieją, na czym polega ten dramat, jak jest poważny, a przede wszystkim – jak z niego wyjść. A potem wewnętrzna motywacja do pracy nad sobą, aby zamknąć ten rozdział, wyciągnąć wnioski i nauki, znaleźć sens tej traumy i zbudować życie moich marzeń.

Jak wygląda komunikacja i opieka naprzemienna nad dziećmi z osobą narcystyczną?

Opieka naprzemienna z osobą z narcystycznym zaburzeniem osobowości jest niezmiernie trudna, ponieważ dla takiej oso – by liczy się jej wygrana, ukaranie nas, wykorzystanie dzieci przeciwko nam – a nie interes własnych dzieci. To jest cały oddzielny temat, ale mogę przedstawić kilka wskazówek przy komunikacji, tzw. „żółtą skałę”:

– W komunikacji ważne jest, aby pamiętać, że wszystko, co piszemy, robimy przy założeniu, że np. sędzia lub ktoś inny będzie to czytał. Wymaga to rozsądnego, uprzejmego stylu komunikacji, w neutralnych emocjach: po prostu krótko i zwięźle.
– Skup się na teraźniejszości i najbliższej przyszłości, nie wdając się w dyskusje o przeszłości ani nie angażując się w roztrząsanie wydarzeń z przeszłości.
– Skieruj rozmowę w produktywnym kierunku, odpowiadaj tylko na elementy logistyczne.
– Przejmij kontrolę nad fałszywymi narracjami za pomocą: „Nie zgadzam się z twoją wersją wydarzeń i wolę zostawić to za sobą. Czy możemy pójść naprzód i sprowadzić rozmowę z powrotem na temat zapisów Oli na piłkę nożną?”.
– Pamiętaj, że twoja strategia komunikacji nie ma nic wspólnego z narcyzem, ale tym, jak jesteś postrzegana przez specjalistów z sądów rodzinnych.
– Jeśli czujesz, że emocje biorą górę, odczekaj i odpisz później; nie musisz być reaktywna, możesz spokojnie odpowiedzieć w czasie 24 godzin.

Co chciałabyś przekazać kobietom w podobnej sytuacji?

Szanujcie siebie, stawiajcie granice, stawiajcie siebie na pierwszym miejscu. Pomyślcie, jakie życie chcecie mieć, z jakim partnerem, i zdobądźcie siłę, żeby o to zawalczyć. Z każdej sytuacji życiowej jest wyjście, a pierwszym krokiem jest prośba o pomoc lub telefon na linię zaufania, którą prowadzi Elles pour Elles. Potem krok po kroku wszystko się ułoży. Brzmi to może idealistycznie, ale mówię z pełnym przekonaniem, bo osobiście znam sporo takich historii – kobiet bez środków do życia, kobiet, które niemal straciły życie lub własne dzieci, ale które odnalazły nową drogę i życie w szacunku, na co każda z nas zasługuje.

Dziękujemy ci za tę inspirującą rozmowę.

Rozmowa z Kasią ukazała się w majowym numerze Gazetki w 2024 r.

Nasze rozmowy